Przyparci do muru

Gdybym miała wskazać jakiś cytat/ fragment książki, który najbardziej mnie porusza – w kontekście tego, co teraz wokół i w nas w związku z pandemią, ale też i w odniesieniu do tego, jak postrzegam to, co w ogóle przynoszą nam trudności, byłby to ten kawałek z książki “Nigdy nie jest za późno” Pemy Chödrön:

“Jak już nieraz zauważyliśmy, często istnieje przepaść między naszymi dobrymi chęciami, a zachowaniem w chwili konfrontacji z konkretną, rzeczywistą sytuacją w życiu. (…)
Nie jest to kwestia wyboru – po prostu często stajemy przed problemem: jak przełożyć inspirujące nauki na konkretne działania. Istnieje kłopotliwa rozbieżność pomiędzy naszymi wielkimi aspiracjami a brutalną rzeczywistością, w której często czujemy się zmęczeni, głodni, zestresowani, znudzeni, czy wściekli. (…)
 
W takiej lub podobnej sytuacji znajdujemy się wszyscy. Możemy jakiś czas się łudzić, że rozumiemy nauki i znaczenie medytacji, lecz w którymś momencie będziemy musieli spojrzeć prawdzie w oczy. Cała nasza wiedza okazuje się nic niewarta, gdy porzuca nas partner, dziecko dostaje histerii, a od najlepszego kolegi doznajemy zniewagi. W jaki sposób radzić sobie z gniewem, gdy szef na nas wrzeszczy? Jak pogodzić frustrację i poczucie upokorzenia z pragnieniem, by być otwartym i współczującym? Jak nie ranić innych?
Co robić, gdy mimo najszczerszych chęci, by być przytomnym podczas medytacji, zapadamy w drzemkę, skoro tylko usiądziemy na poduszce? Albo przez całą sesję marzymy o kimś, kogo właśnie spotkaliśmy e drodze do ośrodka? Co począć, gdy mamy serdecznie dość siedzenia, bolą nas plecy, kolana i zamiast obserwować umysł, cały ranek wiercimy się, szukając wygodniejszej pozycji? Łapiemy się na tym, że zamiast stawać się spokojni, uważni i coraz bardziej wolni od ego, jesteśmy coraz bardziej rozdrażnieni i skostniali w swoich poglądach. Warto się sobie wtedy przyjrzeć. (…)
Nas także los poddaje próbom, przypiera do muru. Nie jest nam wtedy lekko, więc szukamy drogi ucieczki od “tu i teraz”, poddajemy się. Wcześniej medytacja i nauki były źródłem radości i inspiracji, a my żyliśmy w zgodzie ze sobą, przekonani , że podążamy właściwą ścieżką. Lecz co począć, gdy zaczyna się ona piąć pod górkę, gdy okazuje się trudniejsza do pokonania, niż się spodziewaliśmy, i mamy wrażenie, że błądzimy? Ludzie, których spotykamy na praktykach, zachowują się jak nienormalni, w ośrodku panuje bałagan i nawet nauczyciel wydaje się jakiś podejrzany?
W takim właśnie momencie, czy to w życiu, czy medytacji, mamy szansę naprawdę coś zrozumieć. Nie możemy już się wycofać, tkwimy w potrzasku gdzieś pomiędzy wzniosłymi ideałami a przyziemną rzeczywistością rozgrywającą się na naszych oczach. Lecz to tu, między młotem a kowadłem, uczymy się najwięcej.”