Czy to jest prawda?

Znacie to? Jakiego koloru są pola A i B? Przecież to oczywiste! – nasuwa się myśl od razu – widać przecież, że A jest ciemno szare, B – prawie białe (dla zwolenników maksymalnych uproszczeń A – czarne, B – białe). Jesteście pewni?
Otóż te pola mają JEDNAKOWY kolor (!!!), co można sprawdzić samemu “wycinając” te 2 elementy z rysunku (bez otaczających je pól) i zestawić jedno z drugim. Jak to możliwe?!

Należałoby raczej zapytać, jak to możliwe, że nasz mózg rejestruje kolor tych dwóch pól jako dwa różne, skoro są takie same?
Pomijając szczegółowe naukowe rozważania o stałości jasności i poziomach przetwarzania informacji wizualnych, najbardziej do mnie trafia teoria tzw. “najlepszego przypuszczenia” (“best guess”) niemieckiego lekarza Hermanna von Helmholtz.

Chodzi w niej o to, że oko nie jest idealnym obiektywem, w związku z czym, nasz biedny mózg zmuszony jest do wnioskowania na podstawie dość ubogich danych łącząc je z wcześniejszymi doświadczeniami. A wynikiem takiego “wnioskowania” jest właśnie to najlepsze przypuszczenie. Zwróćcie uwagę na to, że choć ilustracja jest 2-wymiarowa, postrzegamy ją jako obiekt trójwymiarowy. Widząc zatem na tym obrazku cień (choć w rzeczywistości jest to jedynie ilustracja cienia, a nie FAKTYCZNY cień!), mózg koduje tą informację właśnie jako cień – ergo pole B jest białe, a jego lekkie przyciemnienie wynika z tego, że stoi w cieniu. Zatem postrzegana iluzja jest efektem nieudolnej interpretacji opartej na zebranych danych dotyczących otaczającego nas świata. Ot, taki błąd systemu 😉

Gdyby tak zastanowić się nad tym szerzej, dałoby się zauważyć w naszym spostrzeganiu więcej różnych “psikusów”. Bo tego typu iluzje wizualne nie są jedynym rodzajem błędów w naszym ludzkim oprogramowaniu. Mamy tendencję do wnioskowania w ogóle na różne tematy i w związku z różnymi doświadczeniami, które nam się przytrafiąją. Z wniosków tych tworzą się nasze przekonania o nas samych (jestem pracowita, jestem ekspertem od smartfonów, mój angielski jest słaby, brzydko się uśmiecham itd, itp.), o innych ludziach (Wojtkowi to się zawsze udaje, Agata i Piotrek zawsze mają na wszystko czas, moja szefowa nigdy mnie nie docenia, moje dziecko jest złośliwe), czy o świecie (jak wakacje mają się udać, to muszą być w ciepłym kraju, “prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedze”, to co w życiu najcenniejsze przychodzi z wielkim wysiłkiem, mężczyzna sukcesu musi mieć fajną furę itd). Każdy nas ma taki zestaw przekonań, lecz tylko części z nich jesteśmy świadomi. Wszystkie jednak traktujemy jak prawdę – tak samo, jak za fakt uznajemy, że kolory pól A i B różnią się zdecydowanie od siebie 🙂 I tak długo, jak poszczególne przekonania wspierają nasz rozwój osobisty, służą nam w dbaniu o dobro swoje i innych, możemy z nich korzystać. Bo przekonania są trochę jak autopilot w samolocie – zdejmują z nas konieczność ciągłego analizowania napływających danych i pozwalają sprawnie poruszać się po codzienności sprawdzonymi ścieżkami.

Gdy jednak odkrywamy, że jakieś nasze przekonanie, to jak myślimy o sobie w związku z konkretną sytuacją, jak myślimy o kimś innym, łączy się dla nas ze stresem, prowadzi do konfliktów albo powoduje, że rezygnujemy z ważnych dla nas celów, warto przyjrzeć się takiej “prawdzie” z bliska. Niezwykle prostym i jednocześnie cudownym wg mnie narzędziem do badania swoich przekonań jest “Praca” (The Work of Byron Katie) stworzona przez Byron Katie. Wystarczy choćby kilka minut spokoju, kartka papieru, coś do pisania i 4 pytania dostępne na stronie thework.com (również w polskiej wersji), które – gdy dotrzecie do swoich odpowiedzi – mogą mocno namieszać w Waszym życiu przynosząc jednocześnie więcej spokoju, łagodności i życzliwości.